Exlibris
Archiwum

Ostatnie wieści

KOLEJNE RECENZJE SKYWARD

13:14 - 01 czerwiec 2006 - Dani [tm]

Ukazały się kolejne recenzje. Jedna w portalu Rockmetal.pl - znajdziecie ją pod tym linkiem Recenzja RockMetal i na łamach Pure Metal, gdzie niestety występuje tylko w wersji pisemnej. Poniżej zamieszczamy pełną recenzje z owego czasopisma:

EXLIBRIS "Skyward"

(Exlibris, 2006)

Trzeba oddać sprawiedliwość, że płytka wydana całkiem starannie, w formie digipacka, co prawda bez książeczki, ale nie zmienia to faktu, że estetycznie to wygląda. Na okładce jakieś magiczne krainy, w składzie czterech rycerzy i jedna księżniczka, więc jazda, huzia na Józia -popierdalamy w kierunku zaczarowanych baśni. Taki zespół jest w Finlandii, odeszła od nich pani wokalistka, albo sam zespół ją wywalił na zbity pysk, w każdym razie chodzi o Nightfish, przepraszam za pomyłkę, ale późnawo już -o Nightwish mi chodzi. A nasz rodzimy Exlibris nieco przypomina Finów, chociażby przez to, że gra melodyjny heavy metal z klawiszami i wokalistką, która co prawda operowych jazd nam nie funduje, ale śpiewa zwykłym głosem. Co do wokalu, mógłby być lepszy, pani nieco fałszuje i zdarzają się niedociągnięcia małe. Co jeszcze przypomina Nightwish, to grane unisono z gitarami klawiszowe plamy i dość radosna faktura dźwiękowa tych kawałków. Ani grama mroku ani szczypty zadziorności, a raczej wesołe patataje obficie oblane sosem z Casio. Złośliwy ze mnie kutas, panowie pewnie na Jamasze albo Korgu grają, a ja tu o Casio rzekłem. Power metal to nie jest, thrashu też tu nie ma, więc jeśli szukacie tego typu grania na „Skyward” -zawiedziecie się. Exlibris gra melodyjny metal, chwilami wpadający w rock, a partie klawiszowe kojarzą się również z wczesnym The Gathering -owszem, nie walą taką wiochą jak na „Always”. I przyznam się wam w tajemnicy, że pewnie jestem pedałem, bo sporo rzeczy, o dziwo mi się na tym albumie podoba. Przynajmniej nie przeżywam traumy jak przy Iron Fire. a to już coś. Jest to przebojowe, lekkie, ot co. Melodie ładnie przelatują i jakbym teraz próbował płytkę zrypać do nieprzytomności, okazałbym się krzywym fiutem bez grama uczuć wyższych. A że resztki pozytywnych odruchów jeszcze posiadam, nie mam sumienia zjebać czegoś, do czego ewidentnie się przyłożono, chociaż efekt finalny nieraz wypada poniżej oczekiwań. Brzmienie jest dość płaskie, gitary mało mocy mają, a najsłabiej wypada pukanie perkusji, która nieraz ociera się o karton. Ale z drugiej strony kasa nie lód, nie ma się jej za wiele, więc nie wszystko wychodzi jakby się chciało. Jak na razie średnia krajowa.

52 Moonfire

powrót do Wieści